Autor Wątek: Żyć & żreć, czyli nic wzniosłego  (Przeczytany 8213 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

GuRt

  • Wiadomości: 1661
  • None was given.
Odp: Żyć & żreć, czyli nic wzniosłego
« Odpowiedź #15 dnia: Sierpień 06, 2014, 10:46:28 am »
Jeśli temat ma być wolny od polityki, to dobrze, jeśli byłby również wolny od aspektów religijnych - wówczas możemy się skupić na człowieku.

Wzmianka o transcendencji, która de facto powinna być brana w cudzysłów jako mniej lub bardziej popularny cytat, posłużyła jako żart, a konkretniej jako tzw. przytyk w kierunku OP zainicjowany przez kontrast, jaki się utworzył między zapowiedzią "niczego wzniosłego" a treścią, która nastąpiła tuż potem. Innymi słowy - satyrą na kolejny nagłówek wpisujący się w ten sam, nużący trend - opacznego i jaskrawego tytułu, udolnie bądź nie, starającego się przyciągnąć czytelnika/uczestnika zakładając z góry, że na cywilizowane zaproszenie typu "dyskusja o człowieku" by się nie połasił, bo działają na niego już tylko przynęty rodem z tabloidów. Czyli autor poszukuje inteligentnego rozmówcy, ale woła go jak debila. Ot, takie kurwa heheszki z mojej strony dla rozluźnienia atmosfery - chciałoby się rzec "lol" bądź "xD".

Moim zdaniem wrażliwość można rozumieć podobnie, jak synonimiczne określenie "czułość", do którego z racji wykonywanego zajęcia nieco łatwiej mi się odnieść (nie mówimy o wrażliwości, tylko o czułości aparatury pomiarowej). Idąc dalej, w tym kontekście to określenie rozwija się dalej w rozdzielczość pomiarową lub zakres - krótko mówiąc większa czułość (a zarazem też wrażliwość), to zdolność do odbierania większej liczby bodźców i/lub bodźców bardziej złożonych, dyskretnych, subtelnych, drobnych, po prostu większych detali. To określenie jest raczej dość obiektywną cechą i nie jest zniekształcona przez egoizm. Dana osoba może być bardziej wyczulona na dane bodźce lub mniej i w największym stopniu jest to zapewne określone przez ilość i jakość połączeń w jego mózgu i/lub sprawnością jego zmysłów.

Cechą zaś dotkniętą przez egoizm jest empatia - czego z wrażliwością mylić nie należy. Mówię "egoizm", bo w tym mechanizmie już występuje odnoszenie zaobserwowanej sytuacji do własnej osoby i umysłowa zamiana ról. Duża wrażliwość może odegrać tutaj sporą rolę - lub nie. Wynik myślenia empatycznego w dużej mierze zależy od usposobienia człowieka. Założyć możemy jedynie, że człowiek o nienaturalnie niskiej wrażliwości (nie bójmy się określeń "tępy", "niekumaty" czy najobiektywniej medycznie "upośledzony") nie uruchomi żadnego toku myślenia w reakcji na daną sytuację, gdyż będzie to dla niego najzwyczajniej w świecie bodziec podprogowy.

A zatem człowiek może być niezwykle wrażliwy i zdolny do empatii - a nadal nie podjąć się pomocy drugiemu człowiekowi w wyniku skonfrontowania tego co zaobserwował i empatycznie zanalizował z własnymi przekonaniami. Niesienie pomocy ma różne formy i dany człowiek może nie uznać za stosowne zrobienia czegoś, co drugi uzna za obiektywnie (paradoks i pułapka logiczna - "uzna za obiektywnie" - skoro uzna, to jest to odczucie subiektywne, więc nie ma szans być obiektywne) podstawową i nieszkodliwą formę pomocy niewymagającą przemyśleń i poszukiwania jakiejkolwiek skuteczniejszej alternatywy. Jako przykład można dać przekazywanie pieniędzy żebrakom na ulicy - pierwsze myśli kręcą się tylko i wyłącznie wokół tej natychmiastowej jałmużny, ale skuteczna pomoc bezdomnym i ubogim to jednak niezwykle złożony temat, z uznaniem ulicznej jałmużny jako de facto przeszkodę w osiągnięciu prawdziwego celu włącznie. W drugą stronę - człowiek może fałszywie nadpisywać negatywne rezultaty empatycznej analizy swoją potrzebą pomagania innym zawsze i wszędzie jako metodą, którą sobie znalazł na poprawienie nastroju albo zagłuszenie sumienia. Hipokryzja, słabość (tutaj jako skłonność do czynienia zła) maskowana pokazowym altruizmem (w tym przypadku jako zdolność czynienia dobra), i tym podobne - nic wspólnego z wrażliwością.

W skrócie - wrażliwość i empatia to dwie zupełnie różne rzeczy, a wolna wola człowieka i jego ukute przekonania są na tyle silne, że mogą zaburzać ich działanie - więc w wielu sytuacjach łączenie czyjejś wrażliwości bezpośrednio z podjętymi przez niego działaniami jest najzwyczajniej w świecie błędne.
Wielki Klasztor - Regent Arcanusa - Strażnik Wiedzy

You've got to risk it to get the biscuit.

Maniaks

  • Wiadomości: 1086
Odp: Żyć & żreć, czyli nic wzniosłego
« Odpowiedź #16 dnia: Sierpień 06, 2014, 11:42:42 am »
Moim zdaniem wrażliwość można rozumieć podobnie, jak synonimiczne określenie "czułość", do którego z racji wykonywanego zajęcia nieco łatwiej mi się odnieść (nie mówimy o wrażliwości, tylko o czułości aparatury pomiarowej). Idąc dalej, w tym kontekście to określenie rozwija się dalej w rozdzielczość pomiarową lub zakres - krótko mówiąc większa czułość (a zarazem też wrażliwość), to zdolność do odbierania większej liczby bodźców i/lub bodźców bardziej złożonych, dyskretnych, subtelnych, drobnych, po prostu większych detali. To określenie jest raczej dość obiektywną cechą i nie jest zniekształcona przez egoizm. Dana osoba może być bardziej wyczulona na dane bodźce lub mniej i w największym stopniu jest to zapewne określone przez ilość i jakość połączeń w jego mózgu i/lub sprawnością jego zmysłów.

Świetna analogia. Zgadzam się w tym w zasadzie całkowicie.
Podziemie - Akolita

Dobry Mudżyn! Z Afrika!
 

C

  • Wiadomości: 1320
  • Masztalerz
Odp: Żyć & żreć, czyli nic wzniosłego
« Odpowiedź #17 dnia: Sierpień 06, 2014, 13:23:37 pm »
Wątek rzeczywiście wypada przemianować, bo jego treść jest dokładnym zaprzeczeniem tematu.
A skoro już jesteśmy przy takich tematach... Czy według Was "ludzie się zmieniają"? Mam na myśli całkowitą zmianę nawyków i zachowań na skutek wyznaczonego sobie postanowienia lub przełomu w życiu. Parę miesięcy temu byłem na spotkaniu z Polką mieszkającą we Włoszech, eks-modelko-ćpunko-prostytutką, która nawróciła się i dziś tworzy z mężem spokojną rodzinę. Ona twierdzi, że w tej zmianie pomógł jej Bóg. (...) Czyżby sama wiara w coś co niekoniecznie musi być prawdą może sprawić, że zmiany w zachowaniu będą tak silne?
Ponieważ religie na ogół dostarczają zasad-dogmatów ("dogmatów" w sensie potocznym, tj. twierdzeń niekwestionowanych, uznawanych na zasadzie autorytetu), mogą faktycznie pomagać w przeprowadzaniu zmian, gdyż dostarczają gotowych rozwiązań pomagających podejmować część decyzji za nas. Gdyby nie kierujący nami zewnętrzny zestaw reguł, jakim są przykazania, istnieje prawdopodobieństwo, że podjęlibyśmy inną decyzję w oparciu o czynnik wewnętrzny - nasze wychowanie.

Co tyczy się zmian: mózg utrwala powielane wzorce w oparciu o otrzymywane bodźce. To zachowanie jest podstawą zdolności do nauki. Gdyby nie ono, nie wiem, czy nie umieralibyśmy zaraz po narodzinach, niezdolni do nauczenia się, jak oddychać. Nikt z nas jednak nie reaguje jednakowo na identyczne bodźce - stąd różne charaktery.

Zgodnie z mądrością ludową trudno wykorzenić stare nawyki. Jest to jednak możliwe. Ich trwałość wzrasta z czasem, a tworzenie nowych warunkowane jest nastawieniem do nauki.

Jeśli chodzi o fundamentalne zmiany charakteru, to nie sądzę, by mogły się one odbyć bez modyfikacji chemii w mózgu. Środki psychoaktywne mogą mieć taki efekt przy długotrwałym stosowaniu.

mieszkaniec piwnicy ('''podziemia''')

Sentenza

  • Administracja
  • Wiadomości: 5817
  • demigod
Odp: Żyć & żreć, czyli nic wzniosłego
« Odpowiedź #18 dnia: Sierpień 06, 2014, 16:00:19 pm »
Niestety nie porozmawiamy bo dostaje bany za nic, bez zlamania regulaminu i bez podania powodu bana. Taki oto assache admina
Już ci pisałem Rab, atencji szukaj gdzie indziej. Trzy multikonta (każde z banem) powracające jak sraczka, podszywanie się i udawanie idioty, którego jesteśmy w stanie zweryfikować w dwa kliknięcia w panelu to wystarczający powód  ::) Każde następne będę kasował wraz z postami, bo się to robi nudne.

Wielki Czarny Mistrz Podziemia
Znawca Podziemi * Strateg Podziemia * Generał Podziemia * usw.
Nowy, lepszy MoG ver. 2.01b

Non nobis Domine, non nobis, sed nomini tuo da gloriam!

Whitefire aka MOiW

  • Wiadomości: 35
Odp: Żyć & żreć, czyli nic wzniosłego
« Odpowiedź #19 dnia: Sierpień 07, 2014, 01:28:43 am »
Jeśli temat ma być wolny od polityki, to dobrze, jeśli byłby również wolny od aspektów religijnych - wówczas możemy się skupić na człowieku.

Ale właśnie dlatego całkowicie pominąłem kwestię czy Bóg jest to w stanie sprawić, tylko zadałem pytanie czy ludzki umysł jest w stanie pod wpływem zewnętrznego bodźca odcisnąć aż tak mocne piętno na charakterze.

Cytuj
Wzmianka o transcendencji, która de facto powinna być brana w cudzysłów jako mniej lub bardziej popularny cytat, posłużyła jako żart, a konkretniej jako tzw. przytyk w kierunku OP zainicjowany przez kontrast, jaki się utworzył między zapowiedzią "niczego wzniosłego" a treścią, która nastąpiła tuż potem. Innymi słowy - satyrą na kolejny nagłówek wpisujący się w ten sam, nużący trend - opacznego i jaskrawego tytułu, udolnie bądź nie, starającego się przyciągnąć czytelnika/uczestnika zakładając z góry, że na cywilizowane zaproszenie typu "dyskusja o człowieku" by się nie połasił, bo działają na niego już tylko przynęty rodem z tabloidów. Czyli autor poszukuje inteligentnego rozmówcy, ale woła go jak debila. Ot, takie kurwa heheszki z mojej strony dla rozluźnienia atmosfery - chciałoby się rzec "lol" bądź "xD".

W sumie to miał być temat do lekkich pogaduch m.in. o związkach, ale... podczas pisania pierwszego posta moje myśli jakoś skierowały się same w nieco inną stronę.

Cytuj
Wynik myślenia empatycznego w dużej mierze zależy od usposobienia człowieka. Założyć możemy jedynie, że człowiek o nienaturalnie niskiej wrażliwości (nie bójmy się określeń "tępy", "niekumaty" czy najobiektywniej medycznie "upośledzony") nie uruchomi żadnego toku myślenia w reakcji na daną sytuację, gdyż będzie to dla niego najzwyczajniej w świecie bodziec podprogowy.

A zatem człowiek może być niezwykle wrażliwy i zdolny do empatii - a nadal nie podjąć się pomocy drugiemu człowiekowi w wyniku skonfrontowania tego co zaobserwował i empatycznie zanalizował z własnymi przekonaniami. Niesienie pomocy ma różne formy i dany człowiek może nie uznać za stosowne zrobienia czegoś, co drugi uzna za obiektywnie (paradoks i pułapka logiczna - "uzna za obiektywnie" - skoro uzna, to jest to odczucie subiektywne, więc nie ma szans być obiektywne) podstawową i nieszkodliwą formę pomocy niewymagającą przemyśleń i poszukiwania jakiejkolwiek skuteczniejszej alternatywy. Jako przykład można dać przekazywanie pieniędzy żebrakom na ulicy - pierwsze myśli kręcą się tylko i wyłącznie wokół tej natychmiastowej jałmużny, ale skuteczna pomoc bezdomnym i ubogim to jednak niezwykle złożony temat, z uznaniem ulicznej jałmużny jako de facto przeszkodę w osiągnięciu prawdziwego celu włącznie.

Czyli można z tego wyciągnąć wniosek że głupi prędzej komuś pomoże? Nie analizuje sytuacji, łatwo go przekonać, że pomagając postąpi słusznie.  Trochę to smutne...

Cytuj
W drugą stronę - człowiek może fałszywie nadpisywać negatywne rezultaty empatycznej analizy swoją potrzebą pomagania innym zawsze i wszędzie jako metodą, którą sobie znalazł na poprawienie nastroju albo zagłuszenie sumienia. Hipokryzja, słabość (tutaj jako skłonność do czynienia zła) maskowana pokazowym altruizmem (w tym przypadku jako zdolność czynienia dobra), i tym podobne - nic wspólnego z wrażliwością.

O, z tym się zgadzam całkowicie. Tylko tu też dochodzimy do paradoksu - z dwóch gości o identycznej sytuacji materialnej jeden rzucił żebrakowi do czapki, drugi nie. Zdarza się jednak, że to ten drugi jest większym skurwolem, bo zrobił to tylko dla poklasku, jego głównym celem nie była pomoc.

Cytuj
W skrócie - wrażliwość i empatia to dwie zupełnie różne rzeczy, a wolna wola człowieka i jego ukute przekonania są na tyle silne, że mogą zaburzać ich działanie - więc w wielu sytuacjach łączenie czyjejś wrażliwości bezpośrednio z podjętymi przez niego działaniami jest najzwyczajniej w świecie błędne.

A nie odnosisz wrażenia, że wyrachowanie i nawyk chłodnej analizy bardzo rzadko idą w parze z czułością?
Królestwo - Nowicjusz Ognia

C

  • Wiadomości: 1320
  • Masztalerz
Odp: Żyć & żreć, czyli nic wzniosłego
« Odpowiedź #20 dnia: Marzec 05, 2015, 16:23:43 pm »
Prawdziwie niewzniosłe i naprawdę banalne pytanie - jaki macie cel życia?

Ja sam nie wiem. Obecnie staram się chyba wytworzyć trochę bogactwa w sensie rzeczy czy treści, które ktoś uzna za wartościowe. Nie chodzi mi koniecznie o pieniądze.

mieszkaniec piwnicy ('''podziemia''')

MuadDib

  • Wiadomości: 1136
Odp: Żyć & żreć, czyli nic wzniosłego
« Odpowiedź #21 dnia: Marzec 05, 2015, 16:59:15 pm »
A nie wystarczy, że sam uznasz je za wartościowe?

Arim

  • Wiadomości: 1175
  • Mortal Wombat
Odp: Żyć & żreć, czyli nic wzniosłego
« Odpowiedź #22 dnia: Marzec 05, 2015, 17:08:26 pm »
Cytuj
Prawdziwie niewzniosłe i naprawdę banalne pytanie - jaki macie cel życia?

Byc szczęśliwym. Może banalne, ale zamyka w sobie niemal wszystko.

"Ta część lenna, utrzymuje się z garbarstwa. Jest to po prostu centrum całego garbarstwa, na którym można dość sporo zarobić. Co prawda, ludzie w prowincji utrzymują się jeszcze z innych wyrobów, ale garbarstwo jest najbardziej rozpowszechnione."

Podziemie

Damiano_gt

  • Wiadomości: 1858
  • Xqwzts
Odp: Żyć & żreć, czyli nic wzniosłego
« Odpowiedź #23 dnia: Marzec 05, 2015, 20:32:16 pm »
Byc szczęśliwym.
I dlatego dałeś się zaobrączkować?

Klasztor - Fechtmistrz

Kassler

  • Wiadomości: 324
  • Kassler schmeckt gut.
Odp: Żyć & żreć, czyli nic wzniosłego
« Odpowiedź #24 dnia: Marzec 05, 2015, 20:34:29 pm »
Cytat: C
Prawdziwie niewzniosłe i naprawdę banalne pytanie - jaki macie cel życia?
Świętość.

Wielki Klasztor - Wtajemniczony

C

  • Wiadomości: 1320
  • Masztalerz
Odp: Żyć & żreć, czyli nic wzniosłego
« Odpowiedź #25 dnia: Marzec 05, 2015, 21:05:23 pm »
Świętość.
Byc szczęśliwym.
I potraficie żyć, nie dając się przygnieść tymi celami? Brzmią niezwykle ambitnie. Zwłaszcza szczęśliwość - jak osiągnąć ją na dłużej, niż parę chwil pod rząd?

A nie wystarczy, że sam uznasz je za wartościowe?
Może, ale to absolutne minimum. We can do better.

mieszkaniec piwnicy ('''podziemia''')

Damiano_gt

  • Wiadomości: 1858
  • Xqwzts
Odp: Żyć & żreć, czyli nic wzniosłego
« Odpowiedź #26 dnia: Marzec 06, 2015, 13:03:00 pm »
I potraficie żyć, nie dając się przygnieść tymi celami? Brzmią niezwykle ambitnie.
Jeśli chodzi o szczęście - zależy od potrzeb. Nawet menel na dworcu może być szczęśliwy.
Klasztor - Fechtmistrz

Arim

  • Wiadomości: 1175
  • Mortal Wombat
Odp: Żyć & żreć, czyli nic wzniosłego
« Odpowiedź #27 dnia: Marzec 06, 2015, 19:39:51 pm »
Cytuj
I potraficie żyć, nie dając się przygnieść tymi celami? Brzmią niezwykle ambitnie. Zwłaszcza szczęśliwość - jak osiągnąć ją na dłużej, niż parę chwil pod rząd?

Jak napisał Damian, wszystko zależy od potrzeb, jeżeli umiesz się cieszyć z małych rzeczy i nie przejmujesz się głupotami  to przejdziesz przez życie szczęśliwym.

"Ta część lenna, utrzymuje się z garbarstwa. Jest to po prostu centrum całego garbarstwa, na którym można dość sporo zarobić. Co prawda, ludzie w prowincji utrzymują się jeszcze z innych wyrobów, ale garbarstwo jest najbardziej rozpowszechnione."

Podziemie

C

  • Wiadomości: 1320
  • Masztalerz
Odp: Żyć & żreć, czyli nic wzniosłego
« Odpowiedź #28 dnia: Styczeń 16, 2017, 11:44:47 am »
A nie wystarczy, że sam uznasz je za wartościowe?
Wracam do tego cytatu po dwóch latach i może faktycznie tyle wystarczy.

Zastanawiałem się ostatnio nad pewną istotną różnicą między nauką i pracą, w kontekście moich ostatnich rozmyślań na SB na temat skuteczności. Obie czynności wymagają skupienia i okazyjnych przerw na odpoczynek, ale praca musi być skupiona na stworzeniu jakiegoś produktu, konkretnej gotowej całości. Pracownik rozbija problem na mniejsze, konkretnie określone podproblemy, którymi potem może się łatwo zająć i rozwiązać w ciągu godziny albo czterech. Uczeń czasami ma przedstawione osobne problemy do rozwiązania, ale te są przeważnie już z góry zdefiniowane tak, by odnalezienie odpowiedzi nie zajęło zbyt dużo czasu. (Nie mówię tutaj o bardziej skomplikowanych projektach, takich jak praca licencjacka itp.)

Oba typy skupienia wymagają ochrony przed rozpraszaczami uwagi, przy czym nauka prawdopodobnie zwykle jest ciekawsza od pracy, albowiem problemy do rozwiązania przez ucznia mają mniejsze prawdopodobieństwo dublowania się niż w pracy, i nie trzeba tych samych zadań wykonywać wielokrotnie.

Chyba Zygmunt Freud powiedział kiedyś, że zdrowy psychicznie człowiek powinien potrafić kochać i pracować.

mieszkaniec piwnicy ('''podziemia''')

C

  • Wiadomości: 1320
  • Masztalerz
Odp: Żyć & żreć, czyli nic wzniosłego
« Odpowiedź #29 dnia: Wrzesień 10, 2017, 04:24:58 am »
Witajcie ponownie, drodzy umarli. Pora jest dobra na kolejną sesję płytkich przemyśleń.

Gdzieś przeczytałem o takiej idei, jakoby więcej niż normalnie osób postanawiało rozstać się z życiem w wieku 27 lat. Nazywa się to chyba "klubem 27". Gdy tak zbliżam się do tego numeru, staram się zrozumieć, dlaczego by tak miało być, i dosyć łatwo mi to przychodzi. To musi być ten okres, w którym człowiek zaczyna naprawdę czuć, że skończyło się dorastanie, a zaczyna starzenie. Z punktu widzenia dwudziestosiedmiolatka można już dosyć wyraźnie ogarnąć wzrokiem perspektywy na całą resztę życia. To taka pora życia, w którym odstawienie Kurta Cobaina zaczyna nieirocznicznie wydawać się całkiem dobrym pomysłem.

Dlaczego niektórzy szesnaście lat temu skakali z okien płonących Bliźniaczych Wież? Ktoś w internecie stwierdził, że myślimy sobie: "co za debile", podczas gdy tam rozwiązywała się zagadka tego, co pcha ludzi do samobójstwa. Nikt nie zrozumie odpowiedzi, dopóki nie poczuje na własnej skórze, lizanej płomieniami, jak to jest, gdy nasze przeznaczenie zostaje ograniczone wyłącznie do straszliwego cierpienia bez żadnej drogi ucieczki.

Być może zatem taki człowiek u apogeum swojego rozwoju fizycznego wspina się na palce, by wreszcie dojrzeć, co czeka nań na horyzoncie - ale cóż to, czy to naprawdę wszystko? Wygląda na to, że jedyną możliwą przyszłością zostało wziąć kredyt na mieszkanie, ożenić się i wysłać dzieci do dobrej szkoły. Siła rozkładu powoli lecz nieubłaganie zaczyna się piąć po palcach jego stóp w górę. Życie zdążyło już stracić część swojego uroku. Nie jest już nowe i ekscytujące, a stało się bardziej w stabilne, rutynowe, czasem automatyczne wręcz, i oczywiście przede wszystkim nieznośnie lekkie. Okazuje się, że nigdzie nie ma sposobu na oszukanie przeznaczenia, przyszła pora na zawsze rozstać się z ostatkami młodości. To koniec oryginalnej myśli, a początek panowania konwenansu. Nie ma żadnej innej ścieżki, którą można się udać, ponieważ można dostrzec już, że wszystkie prowadzą do samozniszczenia.

Samobój okazuje się naturalnym odruchem. W wielu sytuacjach jest jedynym prawdziwym wyborem, jakiego możemy dokonać.

:thinking:

Ale generalnie chyba niektórzy ludzie po prostu tak mają. Jedni są nieskazitelną opoką, inni rozpadają się na kawałki właściwie sami, bez pomocy z zewnątrz.

mieszkaniec piwnicy ('''podziemia''')