Autor Wątek: Tawerna  (Przeczytany 7756 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Murtag

  • Wiadomości: 387
Tawerna
« dnia: Sierpień 24, 2013, 20:40:59 pm »


Gdzieś na terytorium neutralnym, obszarze dzielącym ziemie trzech zakonów, trzy grupy wojowników i magów przedzierały się przez gęsty las. W wieczornym półmroku armie zmierzały ku wyznaczonemu miejscu.. W szeregach każdej z grup podenerwowanie rosło z każdym, przybliżającym do celu krokiem. Adrenalina zwiększała swe stężenie dodając piechurom wigoru. Tak oto po trzech kwadransach przedzierania się przez gęste zarośla grupy zbrojnych i magów stanęły wreszcie na małej polance. I nastąpiła masowa konsternacja. Tawerny nie było...  Innosowcy i wyznawcy Beliara, pomiędzy nimi, w niebieskich szatach, przedstawiciele Adanosa. Stali i uwierzyć nie mogli, patrząc na małą tabliczkę z napisem: "Mam dość robaków! Magowie przeteleportowali Tawernę w okolice Miasta" - wasz karczmarz



W terenie zabudowanym, czy nie. Początki zawsze wyglądają tak samo:
Drzwi karczmy otworzyły się. Stanęła w nich potężna postać. Nikłe, padające z tyłu światło nie pozwalało dojrzeć twarzy. Odchrząknęła i odezwała się głosem sugerującym, iż kontrola jakości każdego trunku o zawartości alkoholu większej niż w mleku, dopiero co się zakończyła.

- Witajcie! Khmm… Cieszy mnie, że tak wielu zdecydowało się przybyć ponownie do tego przybytku, stanowiącego ostoję wesołości… i pijaństwa. Zanim jednak wejdziecie do środka musicie poznać obowiązujące tu zasady. Tak, tak, zasady!
  • Po pierwsze primo- nikt nie będzie tu nikogo obrażał! No chyba, że będzie… Okiennice dopiero co wstawiłem nowe, ale nie poszkoduję, jak mi który pyskować zacznie, albo naśmiewać się ze stałych bywalców. I chrońcie bogowie, jeśliby na karczmarza, czyli mnie, krzywo kto patrzeć począł.
  • Po drugie - superherosów nam ci już dostatek, więcej nie potrzebujemy! Jeżeli komuś się wydaje, że jest w stanie sam rozłożyć wszystkich Innosowców, czy innych Beliarowców, albo jedną ręką położyć całą straż miejską, to ma rację - wydaje mu się.
  • Jeżeli już do zwady dojdzie i traficie na silniejszego, porażkę ewentualną uznać należy. Nie próbujcie ciężko obitym będąc wstawać i odgrażać się swemu pogromcy. Nie honorowe to i tylko zaszkodzić może.
  • Kiedyby dysputę zażartą zdarzyło się prowadzić pod dachem moim i zachce się wielu naraz mówić...  kto ma więcej sił w płucach, temu będzie dane. Pomnijcie jednakowoż, nie toleruję tu zgiełku i nazbyt długiego wzajemnego przekrzykiwania, bo w mieście i tak głośno - o uszy dbać muszę.
  • Nie bez racji mówią, że mowa srebrem, a milczenie złotem. Trunki wszelakie język czasem plączą i mowę odbiera, usiądźcie wtedy w kącie i innym głosu dajcie. Pomnijcie, że zdawkowe zdania, znad kufla wyrwane, niczemu nie służą, tak jak i przydługie, w sen wpędzające.
  • Jako, że każdy powinien dbać o zdrowie swoje, odradzam nieustanne żłopanie w zamkniętym pomieszczeniu. Okoliczne tereny w zwierzynę łowną są obfite, i z pewnością wiele sekretów wyczekuje odkrywców. Wszelakiej maści wyprawy całym sercem wesprę, wikt przyrządzę, a strudzonych przygodami najprzedniejszym winem ugoszczę. Tylko nie wypuszczajcie ze swej pamięci tegoż prawidła, że niepokonanych herosów ani w walce, ani w piciu, nie było, nie ma i nie będzie.
  • Zapewne przynajmniej kilku z was zna zasadę „klient ma zawsze rację”? - Dało się usłyszeć ogólnie potwierdzające pomruki - Dobrze, więc! Lepiej już teraz o niej zapomnijcie, bo tutaj karczmarz ma zawsze rację. Nieważne kto zacznie, ja to skończę. Jeśliby któremu do głowy przyszło w polemikę ze mną się wdawać, że o kłótni nie wspomnę, od tego jest Prywatny Warsztacik (PW). Znajdzie się tam kilka młotków, niemądre myśli z głów powybijam. W ostateczności do Sądu odeślę. Żeby mi tu nikt podczas wycierania kufli du... rzyci nie zawracał!
- Tyle rzeczę, reszty dowiecie się wewnątrz. A teraz do środka, kamraci. Ino drzwi mi nie roznieście! Co to ja miałem... ach, no tak! Jako że miastowi biurokraci to sukinsyny ponad miarę wszelką, psia mać ich gamratka, nazwę tej tancbudy, tawerny, karczmy, zajazdu i zamtuza, a zwłaszcza zamtuza, w jednym w papiery i rejestr oficjalny wpisać mi wypadało. Z braku laku od dzisiaj chlać na umór będziecie w karczmie "Pod Zdechłym Karczmarzem". Tylko sobie tego do serca nie bierzcie, bo dupy nakopię równo!


Wersja łopatologiczna, tak żeby nie było niedomówień, albo ktoś z AjKiu równej prędkości biegu ameby aluzji nie pojął:
  • Używaj kulturalnego słownictwa. Za "cholerę" czy coś w tym stylu nikt tu nikogo karać nie będzie, czasem ujdą mocniejsze epitety. Zabrania się jednak używania **** oraz $$$ a także &&& (i innych). Jeżeli przeklinasz, robisz to świadomie i na własną odpowiedzialność (karczmarz może!... żartowałem)
  • Nie ośmieszaj, ani nie próbuj poniżyć innych użytkowników. Jest granica pomiędzy żartowaniem i zwykłym chamstwem. Myślę, że każdy powinien ją bez problemu rozpoznać. Pamiętaj również o autoironii, dajmy czasem „na luz”.
  • Kwestia superherosów - nikt nie będzie [oj, dopilnuję tego! – przyp. karczmarz] rozkładał osób z innego zakonu, samemu nie odnosząc obrażeń. Wszelkie próby polowania na stado smoków przez dwóch nowicjuszy też mijają się nieco z rozsądkiem. Nikt nie jest niezwyciężony.
  • Jeżeli myszka Mickey napisze, że pokonała kaczora Donalda, to kaczor Donald nie napisze w następnym poście, że myszce Mickey się wydawało, a tak naprawdę to on ją pokonał, przy okazji dokonując eksterminacji Myszogrodu. Raczej proste.
  • Tawerna to, miejska do tego, więc gadajcie co wam ślina na język przyniesie, ale o stylu RPG pamiętajcie! Jeśli sprawy zajdą za daleko Karczmarz będzie kopał zadki bez patrzenia kto zaczął.
  • Nie pisz postów zbyt krótkich, ani epopei. Każdy napisany tutaj post musi mieć minimum około 1200 znaków.
  • To raczej zalecenie niż zasada. Urozmaicajcie temat organizując jakieś ciekawe polowania czy wyprawy do okolicznych lasów. Pamiętajcie o punkcie drugim.
  • Prawo najważniejsze - karczmarz ma zawsze rację. Kiedy uzna, że wydarzenia zmierzają w niewłaściwym kierunku może, zrobić się czerwony, potukać nogą, machać toporem, ślinić się w nadmiarze. W ostateczności decyduje o usunięciu posta. Karczmarz przyjmuje propozycje, skargi i zażalenia. Jeśli nie zgadzasz się z jego decyzją powiadom go za pomocą PW, nie rozpisuj się o tym w tawernie.
Kwestia wypraw, tak dla potomności:
  • W wyprawie może brać udział nie mniej niż pięć osób, a nie więcej niż siedem. Z doświadczenia wiemy, że im więcej osób, tym do większego bałaganu to prowadzi. W sporadycznych przypadkach można nagiąć nieco tę zasadę, po wcześniejszym dogadaniu się z karczmarzem.
  • W czasie takowej eskapady karczmarz winien pozostać na miejscu, by chronić owego przybytku lub, gdy najdzie go ochota na nagłe i niespodziewane opuszczenie lokalu, celem eksplorowania niezbadanych terenów, może znaleźć sobie tymczasowego zastępcę.
  • Zaleca się, aby członkowie wyprawy uwzględnili uprzednio jej kwestie techniczne, by nie okazało się nagle w połowie drogi, iż nie wiadomo co dalej robić i wyprawa stanie w miejscu.

M e n u    T r u n k ó w

(click to show/hide)





Regulamin, w celu usprawnienia działania Tawerny, może ulec zmianie wraz z pojawianiem się bieżących potrzeb. Decyzje karczmarza stają się ogólnie obowiązującą zasadą, chyba że zostaną zakwestionowane i odpowiednio zargumentowane.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 17, 2014, 22:40:52 pm wysłana przez Murtag »

Zręczny

  • Banned!
  • Wiadomości: 229
  • Łowca Czasu
Odp: Tawerna
« Odpowiedź #1 dnia: Sierpień 24, 2013, 21:25:37 pm »
Pierwszy do karczmy zajrzał Tundris. Wolnym krokiem podszedł do lady, i poprosił karczmarza o kufel piwa. Po chwili stało przed nim wielkie naczynie pełne zimnego trunku. Przysunął je, i wziął pierwszego łyka.
- Serwujecie bardzo pyszne piwo, panie karczmarzu.
To powiedziawszy wyciągnął sakiewkę, i wyjął kilka srebrzystych monet. Położył je na stole w ramach zapłaty, a następnie dopił piwo. A że spokojność miał już w naturze, siedział cicho, i się zamyślił.
******

Ile tych postów natrzepałem...

Murtag

  • Wiadomości: 387
Odp: Tawerna
« Odpowiedź #2 dnia: Sierpień 24, 2013, 23:13:03 pm »
Z nosem przy ziemi zwiadowca ostrożnym ruchem dłoni rozgarnął ściółkę, starając się odczytać trop. Wokół unosił się zapach opadłych igieł sosnowych, grzybów i wilgoci. W lesie panowała cisza przerywana jedynie szumem gałęzi poruszanych przez wiatr. Można by rzecz, sielankowy krajobraz nieskalany przez człowieka, gdyby nie ślady końskich kopyt, które rozorały ściółkę na do niedawna nieuczęszczanej leśnej ścieżce.
Promienie wschodzącego słońca w większości zatrzymywane były przez drzewa, jednak ta niewielka ilość światła, która docierała do najniższych partii lasu w zupełności wystarczyła zawiadowcy. Podniósł się z ziemi, jeszcze raz spojrzał w stronę, w którą udali się jeźdźcy, po czym odwrócił się na pięcie i ruszył w swoją drogę.
[...]
Słońce chyliło się ku zachodowi, gdy zwiadowca stanął wreszcie w drzwiach przybytku o dumnej nazwie "Pod Zdechłym Karczmarzem". Rozejrzał się po wnętrzu izby. Lokal świecił pustkami, lecz pora była jeszcze dość wczesna. Jedynym gościem był siedzący przy ladzie wysoki, brązowowłosy jegomość w szarfie nowicjusza. Gdy ten odwrócił głowę, żeby spojrzeć, kto przybył do tawerny, Murtag rozpoznał w nim jednego z braci Zakonnych, niejakiego Tundrisa. Ruszył w jego kierunku, wymieniając po drodze pozdrowienia z barmanem.
- Witaj, dobrze widzieć znajomą twarz! Obawiałem się, że będę miał za towarzyszy jedynie świętoszków z Klasztoru i Kure.. tfu! Królestwa.
Po krótkiej wymianie uprzejmości zwiadowca sięgnął po sakiewkę, po czym zwrócił się ponownie do maga.
- Widzę, że piwo Ci się skończyło, pozwól mi postawić następną kolejkę. Barman! - Już na pierwszy rzut oka można było dostrzec, że opiekun Tawerny nie jest w najmniejszym stopniu zadowolony, że tak wcześnie przyszło mu obsługiwać gości, toteż jego ruchy były demonstracyjnie powolne i ociężałe. Zwiadowca, korzystając z chwili jaką karczmarz potrzebował na dotarcie do lady, kontynuował rozmowę.
- Miałeś kiedyś okazję skosztować Gorzałki ™ MoG'a? - Nie czekając na odpowiedź, ponownie zwrócił się do barmana. - Daj no tu nam dwa razy Mózgotrzepa, dla mnie i dla mojego kompana! Na mój koszt!

« Ostatnia zmiana: Sierpień 25, 2013, 16:32:46 pm wysłana przez Murtag »

Zręczny

  • Banned!
  • Wiadomości: 229
  • Łowca Czasu
Odp: Tawerna
« Odpowiedź #3 dnia: Sierpień 25, 2013, 17:59:55 pm »
Tundris uprzejmie podziękował Murtagowi. Po kilku minutach barman przyniósł dwie Gorzałki™. Nowicjusz skosztował trunku i ocenił, że jest najwspanialszą rzeczą, jaką kiedykolwiek pił. Podczas spożywania alkoholu, przeprowadził przyjazną rozmowę ze swoim kompanem, po czym zauważył, że Gorzałka™ ubyła mu z kufla, i został ostatni łyk.
- Tak już bywa zawsze, kamracie. To co dobre mija szybciej niż nam się wydaje.
To powiedziawszy, wyciągnął sakiewke, i sprawdził czy zostało mu pieniędzy na kolejny kufel Gorzałki™. Niestety, brakowało mu już pieniędzy, ponieważ ostatni majątek oddał za poprzedni kufel piwa.
- A niech to szlag! Wygląda na to, że muszę już iść. Do widzenia kolego!
Gdy tak powiedział do Murtaga, skierował się w stronę drzwi i wyszedł.
******

Ile tych postów natrzepałem...

Murtag

  • Wiadomości: 387
Odp: Tawerna
« Odpowiedź #4 dnia: Sierpień 26, 2013, 14:56:44 pm »
Trunek produkowany przez starego, zapijaczonego krasnoluda, jak każdy (kto miał tę wątpliwą przyjemność go kosztować) dobrze wie, nie bez powodu został potocznie nazwany "mózgotrzepem". Tak jak to bywało zazwyczaj, tak i w tym przypadku wypicie całego kufla trunku, odniosło pożądany efekt. Zwiadowca odprowadził wzrokiem Nowicjusza, opuszczającego lokal chwiejnym krokiem, uśmiechając się pod nosem. Gdy drzwi się zatrzasnęły, zwrócił się do barmana.
- Nic tylko czekać, aż to świństwo zacznie działać. Widziałeś? Duszkiem niemalże wychylił cały kufel.
- Taa. - Odburknął opiekun przybytku. - Już mu się gadki filozoficzne włączyły, a od tego niedaleka droga do polityki, tfu psia mać! - Splunął na podłogę. - A od polityki to mi się stoły i krzesła łamią. Ostatnio jak mi tu o polityce zaczęli gadać, to przez tydzień juchy z szynkwasu doszorować nie mogłem.
Zwiadowca rzucił okiem na ledwie napoczętą przez siebie Gorzałkę ™, po czym odsunął ja poza zasięg wzroku.
- Weź to świństwo ode mnie, dzisiaj chcę zachować w miarę trzeźwy umysł. - Rzekł do barmana, wyjmując i nabijając fajkę przygotowaną mieszanką ziół. -  Powiedz no mi, Smutas dalej dostarcza Wam miód? Może i burak był z niego jak mało kto, ale jego specjały... Ha! Niebo w gębie.
Gdy już zakończył proces nabijania tytoniu, spojrzał krytycznym okiem na swoje dzieło, po czym sięgnął do wewnętrznej kieszeni płaszcza, wyjmując cienki patyczek. Przytrzymał go chwilę nad świecą, po czym przy jego pomocy zaczął rozpalać fajkę.
- Na Beliara, jeśli jest coś, co cenię sobie w Królestwie, to są to właśnie wyroby z pasiek tego cholernego barbarzyńcy. - Kontynuował półgębkiem, z fajką w ustach. - Już od dawna miałem ochotę napić się porządnego miodu. Nie masz tam może pod ladą jakiegoś Królewskiego? - Dodał z nadzieją w głosie.
« Ostatnia zmiana: Sierpień 26, 2013, 14:58:53 pm wysłana przez Murtag »

Endaron

  • Wiadomości: 348
  • I tyle
Odp: Tawerna
« Odpowiedź #5 dnia: Sierpień 29, 2013, 19:17:58 pm »
Drzwi do tawerny uchyliły się pod naciskiem dłoni Endorna. Krasnolud wszedł i nawet nie zdejmując płaszcza usiadł przy stoliku w samym kącie Tawerny z dala od gaworzących zwiadowcy i karczmarza. Gdy zobaczyli oni nowego gościa zajazdu ten drugi od razu do niego podszedł.
- Może coś do picia szanowny panie? -  spytał na początek.
- Mhhhmmmm - odparł długim pomrukiem krasnolud.
- Dobrze, ale co dokładnie? - ponaglił go karczmarz - Może być piwo? A z innych trunków to mamy oczywiście wino i Gorzałkę TM.
- Piwo - powiedział tylko Endaron.
Po tych słowach oberżysta odszedł  po trunek zostawiając krasnala samego.  Ten zaczął rozglądać się po pomieszczeniu. Widać było, że tawerna od dawna nie była odwiedzana, aż cud, że jeszcze jej nie zamknęli. Tajemniczy zwiadowca to zapewne pierwszy gość od dobrych kilku tygodni. A nawet więcej. Zwiadowca ciągle przyglądał mu się z zainteresowaniem. Po krótkim czasie wrócił opiekun gospody.
- Proszę - rzekł stawiając na stół duży kufel pełen zimnego, brązowego trunku. - Oto pańskie piwo.
- Dziękuję - Endorn wyjął z kieszeni płaszcza kilka monet po czym postawił je na stole - To będzie wszystko.
Karczmarz zabrał monety i oddalił się  z powrotem do zwiadowcy.
- A, byłbym zapomniał. Gratuluję awansu! - rzucił na odchodnym.
Krasnolud kiwnął głową i podniósł kufel na znak toastu. Tajemniczy gość uczynił to samo.
"Nie spodziewałem się, że wieści rozchodzą się tak szybko" - Rozmyślał tak Endaron popijając przy tym piwo.

Fenrir

  • Wiadomości: 869
Odp: Tawerna
« Odpowiedź #6 dnia: Sierpień 29, 2013, 20:47:34 pm »
Rodrik wszedł do tawerny wpuszczając za sobą podmuch wiatru i smród przejeżdżającego właśnie wozu z gnojem.
- Naprawdę muszą jeździć akurat tędy? - mruknął - Co to jakaś zmowa gildii gnojarzy?
- Ma pan rację - zgodził się karczmarz - Od przestawienia tawerny prosiłem ich mnóstwo razy, ale oni nadal swoje.
- Dobra, nie marudź tylko daj mi piwo.
- Już, już - odpowiedział zrzędliwie.
- Jak do niego naszczasz to ja naszczam ci do gardła!
 Po rozmowie z karczmarzem gnom rozejrzał się po przybytku i od razu się ucieszył widząc braci z zakonu. Postanowił przysiąść się do któregoś z nich, widząc, że Endaron najwyraźniej nie ma ochoty na towarzystwo podszedł do Murtaga.
- Można się przysiąść?
- Pewnie, że tak.
 Rodrik siadając zauważył, że zwiadowca zdążył już przechylić nie jedną flaszkę i gdy tak zauważał karczmarz podszedł do niego z zamówionym prze zeń piwem.
- Pana piwo - burknął.
- Dziękuje karczmarzu - odpowiedział grzecznie Akolita po czym wsypał czegoś do swojego napoju.
- Co tam dosypujesz? - spytał Murtag.
- Kupiłem kiedyś od jakiegoś alchemika. Wykrywa płyny uztr... ust... uz... no jak ktoś naszcza albo napluje do piwa to się dymi!
- Przydatna rzecz.
- Nie wiesz jak bardzo.
- Działa to w ogóle?
- Takie szczęście miałem, że owszem.
- I co? - spytał człowiek zaglądając do kufla Rodrika.
- Może nie jest taki głupi na jakiego wygląda - stwierdził gnom pijąc swój trunek - Postawić Ci piwo w imię nowo zawartej znajomości?
   
Poszukiwacz Podziemia
               
Treser Podziemnych Bestii

C

  • Wiadomości: 1451
  • Masztalerz
Odp: Tawerna
« Odpowiedź #7 dnia: Sierpień 29, 2013, 23:50:53 pm »
Zabrzęczał mały mosiężny dzwoneczek, gdy otwarły się drzwi do lombardu. Z wnętrza wyłonił się stary, pomarszczony mężczyzna w lnianej koszuli i prostych, mieszczańskich spodniach, i postać skryta pod przepastną szatą. W lewej dłoni trzymała miecz w czarnej, zdobionej pochwie. Starzec pożegnał się z wędrowcem, po czym począł zamykać okiennice.

Był to dobry dzień dla Cadrina. Od razu udało mu się znaleźć lombard, z którego pochodził miecz, który został mu przekazany przez jednego z braci zakonnych. Dotarł na miejsce na krótko przed zachodem słońca i zdążył wysłuchać opowieści starca prowadzącego przybytek o okolicznościach, w jakich wszedł w posiadanie broni. Był uprzejmy i rozprawiał długo i w wielkim szczególe, odpowiadając na wszystkie pytania kotołaka.

Pora obiadu minęła jednak jakiś czas temu, a Zatracony Mag od południa niczego nie jadł. Skierował więc kroki w stronę pobliskiej karczmy.

Mrucząc pod nosem, Cadrin wkroczył do wnętrza budynku osłaniając pledem głowę, osobliwie oczy, i powoli posunął prosto przez przestrzeń między wejściem a szynkwasem, kierując się węchem. W ciemności pod kocem widział idealnie proste czerwone linie, załamujące się gdzieś raz i raptem powracające do normalnego nachylenia. _____/¯¯¯¯ Próbował pod zamkniętymi powiekami śledzić ich trajektorię, ale zdawały się biec w nieskończoność, przepadając za nieokreśloną granicą pola widzenia. Dwukrotnie załamane linie pojawiały się w rytm melodii, którą kotołak zasłyszał gdzieś w mieście, a która teraz nienachalnie dźwięczała w jego uszach.

Udało się, Zatracony Mag powoli doszedł do lady, po drodze nie wpadając na nic. Uchylił rąbka pledu i rzucił przelotnym spojrzeniem na menu - od lat niezmienne. Za kontuarem stał karczmarz.
- Co waćpanowi podać? - spytał niedbale.
- Kiełbaszę z barana i dwie pajdy chleba ze szmalcem - wymamrotał. - I Madżik lit dżojnt plusz jeden - dodał półgębkiem.
Cadrin oparł miecz o szynkwas i wygrzebał z kieszeni w szacie sakwę z pieniędzmi.

mieszkaniec piwnicy ('''podziemia''')

Murtag

  • Wiadomości: 387
Odp: Tawerna
« Odpowiedź #8 dnia: Sierpień 30, 2013, 15:04:14 pm »
Murtag nie zastanawiał się długo nad pytaniem gnoma i zrazu pospieszył z odpowiedzią.
- Grzechem byłoby odrzucić taką propozycję. Jak mawiał dziadunio: "Jak dają, to bierz, a pytań nie zadawaj!". Ehh psia jego mać, niech mu ziemia lekką będzie. - Uniósł kufel w geście toastu, po czym wychylił ostatnie krople miodu.
Barnaba niespiesznie oddalił się w kierunku beczki z piwem, niosąc dwa kufle w ręku.
- Ahh i uprzedzę twoje pytanie Rodriku. Obejdę się bez sztuczek alchemików. - Zwiadowca sięgnął do pasa, wyciągając sztylet, unosząc go na wysokość oczu gnoma. - Perspektywa dłoni przybitej do blatu zniechęca żartownisiów równie skutecznie co magiczne fanaberie.
Uczeń Miecza schował nóż za pazuchę, po czym odwrócił głowę w stronę odległego kąta Tawerny.
- Panie krasnoludzie, może do nas dołączysz? - Krzyknął, a jego głos rozległ się w całej izbie. - W kupie zawsze raźniej!
Jednak nim Poszukiwacz zdążył odpowiedzieć, drzwi do przybytku uchyliły się, ukazując stosunkowo niską postać opatuloną w barwne szaty. Jej pojawieniu towarzyszyło dziwne uczucie otępienia, jakiego doświadczyli wszyscy obecni. Gdy przybysz dotarł do lady, Barnaba zwrócił się do niego, stawiając zamówione piwa przed Murtagiem i Rodrikiem.
- Co waćpanowi podać?
- Kiełbaszę z barana i dwie pajdy chleba ze szmalcem. I Madżik lit dżojnt plusz jeden. - Odparł nieznajomy, dziwacznie wypowiadając słowa.
Zwiadowca obserwował karczmarza realizującego zamówienie, próbując się otrząsnąć z dziwnego stanu, który go ogarnął wraz z przybyciem obcego. Widząc, że jego wysiłki nie przynoszą efektu, postanowił zacząć realizować zamiary, z którymi przybył do Tawerny.
- Hej Barnaba. - zwrócił się do karczmarza smarującego chleb cienkim smalcem. - Czy w ciągu ostatnich tygodni nie zaglądały do Ciebie jakieś podejrzane typy?
- Masz na myśli bardziej podejrzanych niż Wy? Cóż, ostatnio niewiele tu się działo. - Ciągnął karczmarz, zwróciwszy wzrok na wejście do tawerny, gdzie kilku nowych gości, tęgich chłopów, weszło do przybytku. - Dawno nie było takiego ruchu. Czemu pytasz?
- Od jakiegoś czasu jestem na tropie kilku bandziorów. Napotkałem ich między Kharam a ruinami orkowej twierdzy i od tamtej pory podążałem ich śladem. - Zwiadowca upił łyk bursztynowego trunku, otarł rękawem usta z piany i kontynuował. - Dzisiaj rano, w lesie oddalonym o kilkanaście godzin marszu stąd, natrafiłem na nowy trop. Grupka, za którą podążałem, połączyła się z większym oddziałem konnym.
- Ot ci peszek. - Wtrącił karczmarz.
- A żebyś wiedział. Postanowiłem zawitać tutaj, licząc na znalezienie wsparcia. Poza tym bez koni i prowiantu nie ma szans na dorwanie drani. Kapituła z pewnością pokryje wszelkie koszty jakie poniesiesz. Nigdy nie szczędzą środków jeśli chodzi o zdrajców, bandytów i wykolejeńców.
- Ho ho! To i pewnie jaka nagroda za pomoc będzie, nie? - Włączył się do rozmowy jeden z rosłych drabów, którzy niedawno wkroczyli do przybytku. - Ja i mój znajomek zawsześmy chętni do wymierzania sprawiedliwości!
- No dobra, tylko nie drzyj mi się tu wsioku. - Właściciel tawerny zganił nadmiernie podekscytowanego osiłka, po czym zwrócił się do zwiadowcy. - Cztery konie w stajni mam, mogę ich Wam użyczyć. Pod warunkiem, że wrócą całe i zdrowe. - Rzucił krótkie spojrzenie na gnoma i krasnoluda. - A jak który z niższych waszmościów będzie chciał w wyprawie uczestniczyć, to wierzchem z panem zwiadowcą albo kim innym, bo kuców i osłów nie mam na stanie.
To mówiąc, podał dziwnemu przybyszowi zamówiony posiłek oraz skręta.
« Ostatnia zmiana: Sierpień 30, 2013, 17:48:07 pm wysłana przez Murtag »

Endaron

  • Wiadomości: 348
  • I tyle
Odp: Tawerna
« Odpowiedź #9 dnia: Sierpień 30, 2013, 19:09:22 pm »
- Od dawna nie zaznałem porządnej bitki. - Oznajmił krasnolud. - Z chęcią do pana dołączę, panie.. ?
- Murtag. Wystarczy Murtag. - Sprostował go zwiadowca.
- Dobrze, mnie zwą Endaronem. - Odpowiedział, po czym podniósł się ospale, wziął pusty kufel w rękę i odniósł go do barmana. - Naprawdę dobre to piwo.
- Staram się, aby takie było. Receptura nie zmieniona od lat.
- Mmhhhm - Mruknął tylko krasnolud. Ruszył chwiejnym krokiem w kierunku drzwi mijając po drodze grupkę chłopów.
- Nie radzę. - Rzekł jeden z nich. Sądząc po mniej brudnym płaszczu, przywódca. - Księżyc w nowiu, ciemno tak, że nawet własnego palca nie zobaczysz choćbyś tuż przed oczami machał. Wieje w dodatku, panie krasnoludzie, a mrozy w nocy ciężkie.
- Szczyć muszę, bo trzyma mnie już do kiedy tu przyszedłem. Daleko nie wychodzę, to trafię z powrotem, a mrozu się nie boję. My krasnoludy bardziej odporni na niego jesteśmy. - Mówiąc to, uśmiechnął się ironicznie.
Endaron pchnął drzwi i wyszedł na powietrze. Szybko oddalił się trochę od wejścia do tawerny. Uczynił to co do niego należało i już miał wracać do środka gdy zauważył parę żółtych, wpatrujących się w niego oczu. Pomyślał, że to może zwykły kot czy jakiś inny niegroźny stwór nocny. Wszedł do karczmy nie wiedząc, że para tajemniczych oczu cały czas mu się przygląda. Dołączył do gnoma i zwiadowcy, którzy zdążyli opróżnić już kilka kufli piwa i Gorzałki TM.
- Jednak żadne atrakcje na mnie nie czekają tego dnia. Słonina! Kolejka dla mnie i moich kolegów zakonnych. - Krzyknął do karczmarza i usiadł koło nich rzucając przypadkiem spojrzenie na dziwnego przybysza czując w tym samym momencie coś jakby ogarniał go sen. Zauważył też jak ten gwałtownie rozszerza źrenice jakby zobaczył coś strasznego za szybą. Krasnolud odwrócił się w tamtym kierunku i dostrzegł tę samą parę dziwnych oczu..

C

  • Wiadomości: 1451
  • Masztalerz
Odp: Tawerna
« Odpowiedź #10 dnia: Sierpień 31, 2013, 16:18:14 pm »
Uregulowawszy zapłatę, kotołak odsunął się na ubocze kontuaru i wpatrując się w oręż trzymany w dłoni, starał się nie zwracać na siebie uwagi. Z morza dźwięków wyłowił hasło "Kharam", co sprawiło, że uszy bezwiednie zwróciły się w stronę mówcy. Dla swojego dobra postanowił jednak zignorować resztę rozmowy karczmarza z jednym z gości.

A jednak z czasem pojawiało się coraz więcej interesujących słów-kluczy: "dorwanie drani". "Kapituła". Cadrin nie mógł się powstrzymać. Nareszcie karczmarz podał mu talerz z zamówionym jedzeniem, a obok niej skręta. Kot umieścił miecz za pazuchą i zaniósł kupione rzeczy do pierwszego wolnego stołu blisko lady.

Gdy usiadł, ułożył broń na kolanach i odgarnął pled z głowy, by zabrać się do jedzenia, zauważył, jak mąż w długim, brązowo-zielonym płaszczu, urzędujący przy pobliskim stole przedstawia się długobrodemu krasnoludowi, który wraz z jakimś gnomem dotrzymywał człowiekowi towarzystwa:
- Murtag. Wystarczy Murtag.

"To dziwne" - pomyślał Cadrin, wgryzając się w pęto kiełbasy. Wyrazisty, sycący smak suszonego mięsa w połączeniu z mocnym zapachem przyjemnie drażnił podniebienie i wywoływał obfite ślinienie. - "W Podziemiu był kiedyś jakiś Murthag, chyba nawet spotkałem go w czasach Incydentu w Arianis. Ale tamten człowiek był ciemnoskóry i zupełnie inny..."

Kotołak skupił się na jedzeniu, które w błyskawicznym tempie znikało z talerza. Gdy skończył, podniósł wzrok i ujrzał, że tawerna była już wcale licznie obsadzona. Na dworze było zupełnie ciemno. Za oknem w ciemnościach majaczyła jedynie para ślepi. Zatracony Mag wpatrywał się w nie, wytężając wzrok. Z gęstego mroku wyłonił się specyficznie świński kształt.

"T-tam jest dzik!" - chciał powiedzieć, ale głos uwiązł mu w gardle. Dojrzał bowiem za parą połyskujących oczu przynajmniej dwie następne. Był jednak pewien, że niechcący przekazał tę myśl paru pobliskim osobom. Murtag i gnom również odwrócili się w tym samym kierunku.

- Dzik?... - mruknął mężczyzna w płaszczu, zanim jeszcze spojrzał w okno. Ponieważ uwaga została zwrócona, uspokojony kotołak zapalił skręta, przykładając jego koniec do świecy, po czym przeciągnął się na krześle, oparł się wygodnie, poprawił miecz na kolanach i począł się leniwie zaciągać, obserwując rozwój wydarzeń.
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 01, 2013, 14:30:49 pm wysłana przez C »

mieszkaniec piwnicy ('''podziemia''')

Murtag

  • Wiadomości: 387
Odp: Tawerna
« Odpowiedź #11 dnia: Sierpień 31, 2013, 23:34:58 pm »
W umyśle zwiadowcy pojawiła się natrętna, obca myśl. Mimowolnie odwrócił głowę w kierunku okna, dobrze wiedząc co ujrzy, nim jego wzrok spoczął na rysujących się w mroku kształtach. Kilku innych gości najwidoczniej również poczuło dotyk umysłu, gdyż ich reakcja była podobna.
Murtag wytężył wzrok, starając się dostrzec szczegóły. Na zewnątrz było ciemno, jednak przez okno wydostawało się z wnętrza tawerny wystarczająco dużo światła, żeby móc ocenić sytuację. Przed gospodą faktycznie urzędował dzik i to całkiem pokaźnych rozmiarów. Waga bestii na oko przekraczała sto pięćdziesiąt kilogramów, podobną wartość można było przypisać jej długości, w kłębie natomiast sięgała metra. Jednak to, co pozwoliło zwiadowcy ocenić zamiary stworzenia, znacznie mniej rzucało się w oczy, zwłaszcza jeśli nie wiedziało się na co należy zwracać uwagę. Po pierwsze, nawet w mroku panującym na zewnątrz, wyraźny był brak fajek oraz szabli na gwiździe stworzenia. Drugą wskazówką były małe kształty poruszające się za bestią, w cieniu rzucanym przez sąsiedni budynek.
W tawernie klienci zaczynali się niepokoić, więc zwiadowca nie czekał dłużej z wyjaśnieniem.
- To locha. - Podniósł głos na tyle, żeby wszyscy mogli go usłyszeć. - Z pewnością przyszła tu, bo zwęszyła jedzenie. Nie ma powodu do obaw, dopóki jesteśmy w środku.
- Chyba że dżwi otwierać umie! - Wtrącił podekscytowany osiłek. - Słyszałem kiedyś opowieści o zmutowanym dziku, który...
- Stul pysk, klientów mi wystraszysz! - Właściciel przybytku wkroczył do akcji. - Ile razy mam Cię uciszać?
- Tak jest, nikt nie chce wiedzieć jakie bajki opowiadała Ci mamusia przed snem. - Wrzasnął ktoś, lecz zwiadowca nie zdołał rozpoznać głosu.
Sytuacja zaczynała przybierać niekorzystny obrót, a bójka wisiała w powietrzu. Rosły mężczyzna spieszył już z ripostą, gdy z zewnątrz dobiegł przeciągły i przenikliwy kwik, po którym nastąpiła seria chrumknięć i warknięć. Nikt się nie spieszył przerwać ciszy, która nastała. Pierwszy zebrał się na odwagę Endaron.
- Zwiadowco, chyba dorobiłeś się kolejnego członka wyprawy. - Nikt jednak nie odpowiedział śmiechem na żart krasnoluda.



Endaron

  • Wiadomości: 348
  • I tyle
Odp: Tawerna
« Odpowiedź #12 dnia: Wrzesień 03, 2013, 15:27:45 pm »
- Pomogę Ci z tymi bandziorami. - zwrócił się już na poważnie do Murtaga Endaron. - Tylko widzę mały problem w związku z końmi. Już nie chodzi o to, że nie jestem w stanie sam na nich jeździć. Sam nigdy za nimi nie przepadałem, ale co dziwne, one za mną też nie. Nie wiem czy konie nie lubią krasnoludów, czy tylko mnie. Nie raz w dzieciństwie oberwałem z kopyta.
- Hhhhmmmmmm. - Zamyślił się zwiadowca. - Nie przejmujmy się tym na razie. Jutro się zobaczy. Może pojawi się jakiś mag i znajdzie rozwiązanie.
- Miejmy nadzieję. - odparł krasnolud.
- A Pan co o tym myślisz, panie Rodrik? - spytał gnoma Murtag. - Panie Rodrik?
Tymczasem mały Gnomek spał już w najlepsze. Nie zwracał uwagi nawet na silniejsze szturchnięcia. W tawernie zaś dwóch z przybyłych chłopów też spało, a pozostali dyskutowali o czymś zawzięcie, tak głośno, że Endaron pomyślał, że zaraz może dojść do bójki.
"I dobrze, chętnie zdzieliłbym obydwu, bo aż mnie ręce świerzbią."
Dzik czy locha, już dawno zniknęło to zwierzę, choć jeszcze przez krótki czas dało się słyszeć ciche pochrumkiwanie.
- No, na mnie już czas! Łóżko mnie wzywa. - oznajmił po chwili krasnolud.
- Nie napijesz się jeszcze? - spytał zdziwiony zwiadowca.
- Wolę się porządnie wyspać przed jutrzejszym "polowaniem", bo od kilku dni byłem w drodze, zanim dotarłem do karczmy i nie zaznałem zbyt dużo snu.
Po tych słowach słowach Endaron odstąpił od stołu i podszedł do barmana uzgadniając cenę pokoju. Wymienili tylko kilka słów, krasnolud rzucił Barnabie zapłatę, a ten mu klucze i ruszył na piętro.
Grupka chłopów wyszła zaraz po nim, cały czas marudząc i wyzywając się nawzajem.
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 03, 2013, 23:03:01 pm wysłana przez Endaron »

xilk

  • Wiadomości: 1083
  • Deszczowy Sługa Chaosu
Odp: Tawerna
« Odpowiedź #13 dnia: Wrzesień 03, 2013, 21:36:45 pm »
Zwiadowca myślał, że został prawie sam w sali. A był niemal pewny, że tutaj tylko on, poza karczmarzem, wciąż ma przytomny, niczym nie zmącony umysł. Nie mógł wiedzieć, że w głębi sali, przy jednym ze stolików siedzi kolejny gość Tawerny. Drzwi gospody były wciąż zamknięte, ale przybyszowi to nie przeszkadzało. Od dość dawna opanował on magię teleportacji, która w mgnieniu oka pozwalała mu z dowolnego niemal miejsca tego świata, przybyć tutaj do Tawerny. Mężczyzna był biernym obserwatorem ostatnich wydarzeń. Słuchał, jak wszyscy mówią o wyprawie, o dziku, a tak naprawdę o losze z młodymi. Był świadomy nawet umysłowego natręctwa ze strony Zatraconego Maga, ale akurat On, jako Anioł Śmierci oparł się tej wiadomości. Xilk akurat był wyczulony na telepatyczne zdolności kotołaka i jeśli mógł, wolał się trzymać od nich z daleka. Deszczownik wstał od stolika, przy którym siedział i powolnym krokiem zbliżył się do Murtaga. Dopiero teraz zwiadowca mógł się zorientować, że w Tawernie jest jeszcze jeden gość:
- Witaj. - Powiedział oficjalnie Uczeń Miecza. - Co Cię tutaj sprowadza? Chcesz dołączyć do wyprawy?
- Cóż, nie uśmiecha mi się ganianie za bandytami i zdrajcami. - Odparł Anioł Śmierci. - Ostatnio, moje działania są skierowane na dalsze badanie magii żywiołów. Jednak oszczędzę Ci wywodów, gdyż nie po to tu przyszedłem.
- Przyszedłeś? - Zdziwił się Murtag. - Nie zauważyłem, byś wchodził przez drzwi.
- No tak, magia teleportacji ma swoje zalety. I właśnie o tym chciałem porozmawiać. Ścigasz zdrajców, co mnie raczej mało pasjonuje, ale mogę Ci pomóc. Mogę przenieść Ciebie i niewielką grupę ludzi, byście trochę nadgonili dystans lub też nawet przecięli drogę tej szajce. Musisz tylko określić, gdzie chcielibyście się znaleźć, a jak postaram się Was wysłać najbliżej, jak to możliwe.
- A konie i sprzęt? - Dopytał zwiadowca.
- Cóż, na problemy Endarona nic nie poradzę. Jednak same rumaki i ekwipunek również przeniosę. A i jeszcze jedno, weź ten kamień. - Dodał Xilk, wręczając Uczniowi Miecza szary kamień, na którym narysowana była granatowa błyskawica, na tle powietrznego wiru.
- Co to jest? - Zapytał zdziwiony Murtag.
- Takie małe zabezpieczenie. Mniejsza o nazwy i samą magię. Jeśli będziecie w dużym niebezpieczeństwie, to rzuć ten kamyk o ziemię, a ja wtedy się zjawię. Tylko nie dawaj tego przedmiotu nikomu innemu, nawet towarzyszom.
- Rozumiem. - Odparł zwiadowca. - To kiedy możesz nas przesłać bliżej tej bandy?
- Jutro rano pewnie, bo dziś i tak taki Endaron poszedł już spać, a reszta grupy jest zmęczona. Dobierz ludzi do jutrzejszego ranka, jeśli ktoś Ci jeszcze jest potrzebny, a ja tutaj będę czekał. No i wcześniej powiedz, gdzie ta banda się ukrywa, według Twoich informacji.
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 03, 2013, 22:52:51 pm wysłana przez xilk »
Deszczowy samotnik ŚP
Anioł Śmierci Podziemia

The Pretender - Trilogy

C

  • Wiadomości: 1451
  • Masztalerz
Odp: Tawerna
« Odpowiedź #14 dnia: Wrzesień 04, 2013, 03:18:44 am »
Na zewnątrz nie było ani śladu dzików, gdy tawernę "Pod Zdechłym Karczmarzem" opuszczała grupa chłopów (choć niektórzy co bardziej płochliwi dostrzegali w gęstym mroku pochmurnej, bezksiężycowej nocy żółtawe, widmowe oczy połyskujące z zarośli). Wnętrze prędko pustoszało.

- Gasimy światła, gasimy światła, panowie - powtarzał Barnaba, bardziej do siebie niż do nielicznych pozostałych w środku bywalców, zbierając ze stołów kufle i talerze.
Murtag rozejrzał się po wnętrzu. Poza Xilkiem i karczmarzem, jedynymi osobami przebywającymi na sali byli wyraźnie ukontentowany kotołak kiwający się rytmicznie na boki z zamkniętymi oczyma i mruczący coś w swoim języku, i ledwie wyrastający ponad stół ze swojego siedzenia gnom Rodrik, o którym zwiadowca zdążył zapomnieć, śpiący cichutko na krześle obok.
- Niezbyt rozumiem. Kogo jeszcze mam według ciebie dobrać?
- Do jutrzejszego ranka - powtórzył Deszczownik z kamienną twarzą. Następnie przyłożył opuszki wyprostowanych palców wskazującego i środkowego prawej ręki do czoła, skupił wzrok gdzieś ponad Uczniem Miecza i zaraz zniknął z ostrym, wysokim świstem.

A może tak się Murtagowi wydawało...  Światło świec padające na ściany dziwnie się załamywało, tworząc kwieciste wzory o żywych kolorach. Łodygi wraz z liśćmi wykwitały i pięły się od podłogi aż po sklepienie. Mężczyzna przetarł oczy, ale widziadła tylko delikatnie się poruszyły, postanowił zatem zbadać dziwnego gościa.

- Rrrrramm mrrrua, orrr... - mruczał radośnie kotołak, kołysząc się naprzemiennie w lewo i prawo z rękami złożonymi na podołku i ogonem uniesionym do góry (co Murtag poprawnie zinterpretował jako oznaka szczęścia).
- Wszystko w porządku, przyjacielu? - spytał zwiadowca. Biały kot przestał się kołysać, otworzył oczy i spojrzał na swojego rozmówcę.
- Taaak - odparł bardzo powoli. - Pracujesz dla Kszilka!
- O psia mać, znasz Xilka? - Murtag nie krył zdziwienia.
- Taaak. Ale nie znam ciebie. Chociaż twoje imię brzmi znajomo.
- Panowie albo zostają na noc, albo wychodzą - oznajmił Barnaba, podchodząc do stolika, przy którym siedział kotołak i stał zwiadowca. Obaj odruchowo sięgnęli po sakiewki i wypłacili garść złotych monet za pokoje. - Dwadzieścia sztuk złota za noc. Dziękuję.
- A kim TY jesteś? - spytał Uczeń Miecza.
- Jestem Cadrin, znam Kszilka. Pójdę z tobą, jeśli nie masz ludzi.
Karczmarz wrócił i położył dwa żelazne klucze na drewnianym stole. Kotołak przez chwilę wpatrywał się w swój klucz.
- Zapomniałem o czymsz - mruknął, spoglądając z powrotem na Murtaga. - Możesz przenocować w moim pokoju twojego koleżkę - wskazał na śpiącego smacznie Rodrika. - Na mój koszt.
To powiedziawszy, dziwny kotołak zarzucił pled na głowę, powstał, upewnił się, że wszystko zabrał i powoli skierował się w stronę wyjścia.
- Szpotkamy szię jutro rano. Dobranoooc!
- Tak... Dobranoc - odparł Murtag na odchodne. - Chędożony dziwaku - dodał pod nosem i splunął na podłogę, po czym wziął gnoma na ręce i udał się do pokoi na odpoczynek.

Następnego dnia...

mieszkaniec piwnicy ('''podziemia''')